O bankokracji i niewygodnej Irlandii

Opublikował siefca pt 24 paź 2008 17:25:22 GMT

Jako zwolennik wolności przystanąłem przy dwóch znalezionych na wykopie artykułach. Zainspirowały mnie troszeczkę. Pierwszy pochodzi z internetowego wydania „Przekroju”, a drugi z popularnego wśród konserwatywnych liberałów czasopisma „Najwyższy Czas”.

W pierwszym z nich pan Najsztub rozmawia z Robertem Gwiazdowskim, prawnikiem i ekonomistą, komentatorem gospodarczym, ekspertem w dziedzinie podatków w Centrum imienia Adama Smitha. Tematem jest postępujące zjawisko tak zwanej bankokracji, które polega na tym, że instytucje finansowe, jakimi są banki, są coraz bardziej uprzywilejowane. Ich szczególna sytuacja polega przede wszystkim na możliwości stwarzania pieniądza, a co za tym idzie, obniżania jego wartości (czyli w efekcie wartości Twojej i mojej pracy). Bank może bowiem udzielić kredytu używając środków, które dopiero powstaną. Ale kiedy ode mnie ktoś chce pożyczyć, muszę mieć choćby gotówkę.

Może narażę się tu na drwiny, ponieważ uważający się za roztropnych podniosą, że argument o niesprawiedliwości przegrywa z argumentem o potrzebie stwarzania pieniądza w celu dogonienia tzw. wzrostu gospodarczego. Polega to na tym, że ktoś musi tworzyć pulę kasy odzwierciedlającą dobrobyt jej posiadaczy. Inaczej po urodzeniu się nowego pracującego po prostu zabrakłoby dla niego środka, którym można by mu zapłacić. Jednak zauważ proszę, że wzrost gospodarczy jako taki nie istnieje, jest jedynie nazwą określającą rezultat pewnych procesów zakorzenionych w wykonywanej pracy. Nie czepiam się więc konieczności wytwarzania pieniądza, ale czepiam się przyjętego modelu operacyjnego, w którym stwarzać środek płatniczy mogą tylko nieliczni, polegający na śmiesznej, w moim przekonaniu, zasadzie. Jaka to zasada? Ano taka, że sama obligacja kogoś, dająca się streścić w słowach „obiecuję, że na to zarobię” jest wystarczającą przesłanką nie tyle do stworzenia potrzebnych mu pieniędzy, ale do założenia, że są to tak samo mocne pieniądze, jak te, na które już ktoś zapracował.

W praktyce oznacza to, że moc nabywcza solidnego fachowca, czy roztropnego programisty, może zostać obniżona przez nieróbstwo tego, który zamiast spłacać kredyt trzyma palec w dupie. Kryzys instytucji finansowych i to co się dzieje na światowych rynkach jest dowodem na kolejną, uprzywilejowaną rolę nawet nie banków, ale ich właścicieli. Otóż są oni w stanie szantażować rządy i mówić im, że jeśli nie otrzymają pomocy, to stanie się bardzo niedobrze. W efekcie za błędy bankierów zapłacić mają wszyscy, którzy płacą podatki. Zastanawiam się na jak długo wystarczy ta pomoc, to znaczy ile czasu upłynie do prawdziwego kryzysu. Nie oszukujmy się, to z czym mieliśmy do czynienia, to tylko tąpnięcie.

Paradoksalnie, bez zmiany założeń funkcjonowania systemów bankowych, pomoc ta pogłębi to, co w przyszłości nazwiemy globalnym kryzysem. Chiny już w tej chwili mają kłopoty z gospodarką i tylko czekać, aż zechcą wymienić swoje stworzone z niczego dolary na coś, co można zjeść.

Z kolei w „Najwyższym Czasie” możemy przeczytać:

„Sunday Times” ujawnił, że według uczestniczących w nim niemieckich i francuskich polityków jedynym sposobem na ocalenie traktatu lizbońskiego jest odizolowanie Irlandii i postawienie jej w „sytuacji bez wyjścia”. Osiągnąć to można najłatwiej przez wywarcie nacisku na Polskę i Czechy, by ratyfikowały dokument do grudnia 2008 r.

Może cele, jakie stawia sobie Wspólnota Europejska są szczytne, ale metody pokazują, że człowiek potrafi spieprzyć nawet najbardziej szczytną ideę. Rozsądek podpowiada, że w jedności siła, jednak jako realny komunitarianin wierzę nie tylko w wolność, ale i we wzajemną pomoc i cisną mi się na usta słowa „nie o takie Unię walczylim”. Działanie dla wspólnego dobra ma sens jedynie wówczas, gdy wykonywane jest dobrowolnie. W przeciwnym wypadku osoba realizująca pewne cele będzie skłonna używać swojej społecznej pozycji do zaspokajania osobistych pragnień. A stąd już bardzo prosta droga do tak zwanego wyzysku, od którego biurokratyczna struktura zwykle obiecuje nas uwolnić.

Czy chęć zysku i pragnienie dobrobytu są złe? Zależy to od konkretnej sytuacji, ale wiemy, że na pewno istnieją w każdym z nas. Dopóki więc jesteśmy ludźmi, dopóty tworzenie wielkich, zbiurokratyzowanych tworów nie jest w naszym interesie. Gdyby decydent został pozbawiony ochronnej otoczki i nadmiernej władzy nad Twoim losem, czyli miejsca w stworzonej „dla dobra ogółu” strukturze, to musiałby realizować swą strategię zysku jawnie i twarzą w twarz. Co więcej, ponosiłby konsekwencje swoich własnych działań. Byłby więc osobą odpowiedzialną, która jest w stanie uzasadnić swoje czyny. Paradoksalnie, rezygnując z pomysłów o tworzeniu ponadnarodowych wspólnot – lecz nie rezygnując z samych wspólnot, jeśli tworzyłyby się spontanicznie w wyniku zniesienia barier – i zwracając się w stronę człowieka samodzielnego, zyskalibyśmy może nie idyllę, lecz przynajmniej wolność od nieuzasadnionego wyzysku i pierwotnej obłudy. To ważne, żeby zauważyć, że niektórych cech nie da się w stu procentach wykorzenić czy zamaskować, ale można dogadując się unikać kreowania bytów, które w kontakcie z naszym wrodzonym egoizmem tworzą wybuchową mieszankę. Jest w tym jeszcze mechanizm kompensowania sobie niesprawiedliwości. Polega on na tym, że osoba, która sama poddawana jest niewygodzie, którą musi znosić (na przykład przymusowemu dzieleniu się z innymi) będzie próbowała uszczknąć sobie trochę tego tak zwanego dobrobytu z innego miejsca. Życzę Ci, aby Twoja noga nie przestąpiła w takiej chwili progu jej gabinetu…

Wyobraź sobie, że decydent, który wykorzystując Twoją od niego zależność i domagając się czegoś w zamian „za załatwienie sprawy” zostaje nagle umieszczony w nieco innej politycznie rzeczywistości. Nadal ma takie same cechy charakteru, zwyczajny ludzki egoizm i pragnienie dobrobytu, jednak teraz jest na przykład handlowcem, a nie urzędnikiem. Spójrz, jak te same, wydawałoby się z natury złe cechy, mogą być użyte, w taki sposób, że oboje na tym skorzystacie. Jako egoistycznemu handlowcowi będzie mu zależało na tym, żebyś wybrał towar sprzedawany przez niego. Będzie chciał być konkurencyjny wobec innych i zaoferuje Ci coś dopasowanego do Twoich potrzeb. Ty wiesz o tym, przez co Twój zakup jest przyjemniejszy. Oboje macie poczucie, że możecie wzajemnie handlując stwarzać swój dobrobyt. Nawet ten potoczny egoizm jest całkiem pożyteczny, gdy nie jest wykrzywiony i schowany za biurkiem, ale gdy jest przysposobiony do bezpośredniego działania, do służenia człowiekowi i w efekcie bliższemu i dalszemu otoczeniu.

Podziel się

Trackbacki

Użyj następującego trackbacka na swojej stronie:

http://randomseed.pl/trackbacks?article_id=o-bankokracji-i-niewygodnej-irlandii&day=24&month=10&year=2008

Komentarze

(leave url/email »)

   Pomoc języka formatowania Obejrzyj komentarz